Z fabryki wyjechało jako 2.0 TDI w ośce, teraz to fura rodem z DTM z 4.2 V8 NA, którego już nie znajdziemy w żadnym nowym aucie Gotowy projekt w dobrej cenie. Video jak brzmi na dole. Chciałbyś gdzieś wyjechać bez biura podróży lecz nie wiesz jak to zorganizować? Dobrze trafiłeś. Od kilku lat organizuje wakacje za grosze. Pomogłem już setkom osób zrealizować swoje podróżnicze marzenie. Specjalnie pod twoje preferencje znajdę: – najlepsze połączenia lotnicze – nocleg A dodatkowo, przez cały wyjazd będziesz mógł polegać na mojej zdalnej dodatkowo miałbym znaleźć dla ciebie: – transfery lotniskowe– najtańszą wypożyczalnie samochodów z pełnym ubezpieczeniem– ubezpieczenie podróżne– ciekawe miejsca do odwiedzeniaTo napisz co dokładnie potrzebujesz w „twoje preferencje dotyczące noclegu”. Interesuje cię ta oferta? Wypełnij formularz, a ja skontaktuje się z tobą możliwie szybko aby stworzyć wakacje twoich marzeń.
Auto za dychę, osiągi we tej cenie nie do przebicia :D Miny ludzi zostających w tyle muszą być bezcenne _____ Kup tanie OC i
7 czerwca 2022, 11:54 samochodu w okazyjnej cenie? Jeśli tak to w Jeleniej Górze i okolicach możesz znaleźć auta w cenie do 3000 złotych. Sprawdziliśmy jakie tanie samochody sprzedają mieszkańcy Jeleniej Góry i okolic. Za niewielkie pieniądze możesz zostać nowym właścicielem kabrioletu lub kupić sobie małe auto w sam raz na szybkie wypady za miasto! Szczegóły dotyczące każdego pojazdu jak i link z kontaktem do sprzedającego znajdują się pod zdjęciami w ofertyMateriały promocyjne partnera Jedni go chwalą, inni hejtują. Pewne jest to, że stosunek ceny do jakości jest bardzo dobry. Kto leje, jakie macie o nim zdanie? :) Poniżej dobre promo w sklepie KOLEGABERLIN na X-CLEAN 5L za 129zł

Niedawno przez zbieg okoliczności trafiłem na stronę wypożyczalni, która wypożycza samochody z LPG za podobno najniższe stawki w Warszawie. Zamiast floty nowych aut na gwarancji ma podstarzałe Ople Zafiry, Astry itp. Postanowiłem więc, że wynajmę na kilka dni najtańszy pojazd w ofercie. Samochód, którym jeździłem, to Opel Astra F z 2000 r. Cena za jego wynajem z wypożyczalni Brumbrumki jest naprawdę kusząca, ponieważ biorąc go na dłuższy okres płaci się zaledwie 20 zł za dzień. Przy takim krótkim wypożyczeniu, jak w moim przypadku, jest nieco drożej, ale to nadal groszowe kwoty. Stawka za dobę to 50 zł jeśli oddajemy auto po 24h, biorąc na 2 dni za każdy zapłacimy 40 zł, przy 3 będzie to już 35 zł i tak to spada do 25 zł w przypadku wynajmu miesięcznego, a potem do wspomnianych 2 dych przy dłuższych okresach. Cały biznes wygląda na świeżo otwarty. Szukanie jednego spójnego cennika czy klarownej listy aut na fanpage’u to daremny trud, o wszystko trzeba pytać telefonicznie. Na całe szczęście właściciel jest bardzo kontaktowy, choć nieco niefrasobliwy. Prosiłem o przesłanie umowy wynajmu, jaką będę miał podpisać, by móc się z nią zapoznać przed faktem. Pomimo przypominania zobaczyłem ją dopiero w chwili odbioru samochodu. Na szczęście była krótka i napisana zrozumiałym językiem. Zaczynam przygodę z Oplem Oczywiście przy tak śmiesznej cenie, wynoszącej 35 zł za dobę, nie oczekiwałem, że w gratisie do Astry grupa modelek przyniesie mi drinka i będzie wachlować w trakcie podpisywania umowy. Po samochód pojechaliśmy z kolegą z redakcji do Wesołej, peryferyjnej, spokojnej dzielnicy Warszawy. Opel stał przed jednym z domów jednorodzinnych, a razem z nami przed furtką czekało 2 panów o śniadej cerze, którzy intensywnie sprawdzali sprawność tylnych amortyzatorów. W końcu wyszedł do nas właściciel, poinformował ciemnowłosych dżentelmenów, że nie mogą wypożyczyć Opla, bo jest zarezerwowany i przeszliśmy do formalności. Wreszcie dowiedziałem się ile wynosi kaucja – śmieszne 100 zł. Poinformowano nas, że samochód nie ma żadnych wygód, ale za to jest niezawodny i jeden z klientów pojechał nim do Zakopanego. Według zapewnień właściciela odbieraliśmy dokładnie to, czego oczekiwałem. Proste, tanie i sprawne auto, które dowiezie mnie za grosze tam gdzie tego potrzebuję, ale nie ma żadnych zbędnych bajerów. Przecież nie będę oczekiwał fajerwerków płacąc 35 zł za dzień. Niby w porządku… Odbierając kluczyk do auta od przesympatycznego właściciela wypożyczalni byłem pełen entuzjazmu. Pogawędziliśmy chwilę, dowiedzieliśmy się, że w planach są nowe punkty odbioru samochodów, do których łatwiej dojechać komunikacją niż do Wesołej. Pochwaliliśmy właściciela za pomysł na biznes, w końcu wynajem tanich, zupełnie zwyczajnych aut to pewna nisza na rynku. Wszyscy skupiają się na nowych, dość drogich pojazdach. Astra, która trafiła w moje ręce na kilka dni nie wyglądała źle. Przede wszystkim poza drobnymi kropkami na tylnych nadkolach i jednym miejscem z odpadającą szpachlą nie była zardzewiała. To rzadkość w tym modelu. Także środek, choć wykazywał ślady zużycia, nie sprawiał wrażenia zniszczonego. Tanio, skromnie, ale schludnie. Poza tym ten egzemplarz miał hak i gaz. Idealny samochód użytkowy. Opel odpalił na widok kluczyka. Jedyna wada mechaniczna, o której właściciel wypożyczalni wspomniał, to układ wspomagania, który miał już prawie nie działać. Faktycznie, kierownicą kręciło się trudniej niż w moim Polonezie. Ciekawe tylko, że zaglądając pod maskę znalazłem jednorowkowe koło pasowe z paskiem, który napędza jedynie alternator, żadnej pompy wspomagania. Zupełnie jakby po prostu nigdy jej tam nie było. Ale może po prostu się nie znam. Nie jest to jednak zbyt duży problem w Astrze wynajętej za 35 zł na dobę. Póki co wszystko zapowiadało się tak jak oczekiwałem. Sprawne, choć nie idealne wozidło za grosze. …ale jednak nie do końca Ruszyłem zadowolony, ale już pierwsze nierówności trochę ugasiły mój optymizm. Zawieszenie, zwłaszcza tylne, żyło własnym życiem, a amortyzatory dawno temu odmówiły współpracy. No trudno, w końcu to najtańsze auto z wypożyczalni reklamującej się niskimi cenami. Tak samo tłumaczyłem sobie to, że silnik dławi się przy przyspieszaniu kiedy pracuje na gazie. W końcu to instalacja starego typu, z manualnym przełączaniem, może się zdarzyć, że jest źle wyregulowana. Tragedią nie było też to, że pojazd lekko ściąga w prawo. Pal sześć lekko przedmuchujący wydech, pocący się olejem silnik, sparciałe przewody odmy i podciśnienia czy inne gumy pod maską. To wszystko nie jest niczym specjalnie zaskakującym w starym aucie. Zwłaszcza takim, które wynajmuję płacąc za dobę mniej niż za godzinną przejażdżkę Maluchem od Panka. O jedną usterkę za dużo Niestety, odkryłem jeden bardzo poważny problem, którego nie da się uzasadnić niską ceną. Hamulce, względnie to co z nich zostało. Po wciśnięciu pedału nie tylko czuć było wyraźne bicie tarczy, ale i skuteczność okazała się praktycznie zerowa. Zatrzymanie się wymagało przyłożenia dużej siły i trwało o wiele za długo, nawet biorąc poprawkę na wiek Astry. Żeby zobrazować wam stan tych spowalniaczy (inaczej nie wypada ich nazywać) powiem, że mój Polonez z prehistorycznym układem ma krótszą drogę hamowania niż ten Opel. Niektórych mogłoby zaniepokoić – standardowa temperatura w korku Właściciel wypożyczalni przy odbiorze auta zapewniał mnie, że w razie usterek można pojechać do warsztatu w Wołominie, gdzie wozy z floty są serwisowane bez kolejki. Na pewno naprawiliby tam te hamulce. Problem jednak w tym, że to strata czasu wynajmu, za który przecież płacimy. Co więcej, właściciel wypożyczalni był zaskoczony kiedy poinformowałem go o problemie z autem. Rozumiem jego tłumaczenia, że to najtańszy pojazd i jest non stop wynajęty, ale tak ważny dla bezpieczeństwa podzespół powinien być regularnie sprawdzany i w razie potrzeby naprawiany. Ta dodatkowa praca może oczywiście podnieść cenę wynajmu, ale jeśli tak się stanie, to będzie to oznaczać, że obecna była zbyt niska. Dobra idea, ale wymaga dopracowania Jak przyznał sam właściciel wypożyczalni, ze względu na wielkość floty nie zawsze jest w stanie skontrolować stan poszczególnych pojazdów, a nie wszyscy klienci zauważają i informują o usterkach. Jestem w stanie w to uwierzyć, ale nie usprawiedliwia to pominięcia kwestii tak ważkiej jak hamulce. Drobne usterki w aucie wynajmowanym za grosze nie są problemem, ale bardzo obniżona sprawność hamulców to już jednak przesada. Poza tą jedną, choć ważną wtopą, idea taniej wypożyczalni jest świetna. To, że można za grosze wynająć samochód, który ma tylko dojeżdżać z punktu A do B i nic więcej to wypełnienie pewnej niszy. W końcu nie każdy potrzebuje auta zupełnie nowego, wiele osób chce tylko taniego, odpowiednio pojemnego środka lokomocji. Takie właśnie pojazdy oferuje wypożyczalnia Brumbrumki. Ten biznes ma potencjał, ale potrzebuje dopracowania systemu działania, w tym przede wszystkim kontroli nad stanem aut i bardziej uporządkowanej komunikacji z klientami. Wtedy wróżę tej inicjatywie sukces. Na razie też można wynajmować od nich auta, ale lepiej sprawdzać je dokładnie w obecności właściciela, by nie trafić tak jak my na wóz bez hamulców. Jeśli wydaje wam się, że moje wrażenia z wynajmu Opla Astry są nadmiernie negatywne, bo po prostu nie lubię tej marki i modelu, to przeczytajcie co na ten temat ma do powiedzenia mój kolega z redakcji, Tomek Domański. Odbierał to auto razem ze mną i miał okazję się nim trochę przejechać. Tomek rzecze: Na początku myślałem, że przez Michała przemawia po prostu oplofobia. Ta Astra nie wyglądała bowiem jakoś tragicznie, kiedy oglądaliśmy ją czekając na załatwienie formalności związanych z wynajmem. Samochód – mówiąc kolokwialnie – wyglądał, jakby trzymał się kupy, więc szybko założyłem, że jeździć też będzie jako-tako. A potem usiadłem za kierownicą i się nią przejechałem Jeśli właściciel wypożyczalni mówi prawdę i ktoś serio pojechał tym samochodem z rodziną do Zakopanego i z powrotem, to gratuluję odwagi. Pomijając już niedziałający układ wspomagania, czy zawieszenie, które sprawia, że Astra tańczy jak szalona na każdym wyboju, hamulce w tym samochodzie po prostu nie istnieją. I nie chodzi mi o to, że hamulce są słabsze, bo to starszy samochód. Miałem sporo starszych samochodów i w każdym po naciśnięciu na pedał hamulca działo się o wiele, wiele więcej, niż w tej Astrze. Tutaj, zamiast efektu hamowania, człowiek wyczuwa tylko bicie tarczy hamulcowej. Coś za coś jak to mówią. Jedyne pozytywne wrażenie z jazdy tym autem dotyczy pokonywania progów zwalniających. Praktycznie nie trzeba przed nimi zwalniać. Raz, że i tak się za bardzo nie da, a dwa, że na tym zawieszeniu i tak nie robi to żadnego wrażenia. I to tyle, jeśli chodzi o zalety. Rozumiem i popieram samą ideę bardzo taniej wypożyczalni. Byłem wręcz entuzjastycznie nastawiony do tego, że ktoś wpadł na pomysł wypożyczania ludziom niedrogich, starszych aut za kilkaset zł miesięcznie. Nie brałem jednak pod uwagę, że we flocie takiej wypożyczalni mogą jeździć takie… okazy, jak ten testowany przez nas Opel. Gdybym wynajął ten samochód prywatnie, to albo zwróciłbym go po kwadransie, albo zabrał do serwisu, który opiekuje się flotą wypożyczalni i renegocjował stawkę za wynajem na bazie tego, że pewnie straciłbym pół dnia czekając aż w wynajętym samochodzie ktoś wymieni mi hamulce. Jeśli chcecie wynająć coś naprawdę taniego, to warto zachować czujność i sprawdzić auto zanim pożegnacie się z jego właścicielem. Inaczej zostaniecie z czymś takim, jak my.

See more of Szybkie samochody za małe pieniądze on Facebook. Szybkie auta za grosze. Magazine. Zimowe Gruzy. Cars. Moje klasyki BMW Stajnia. Cars. BMW E46 sam

Kto z was nie marzył o tym, żeby usiąść za kierownicą rajdówki i pościgać się na prawdziwym odcinku specjalnym? Okazuje się, że starty tego typu wcale nie są aż tak kosztowne, jak mogłoby się wydawać. Podstawą jest wybór auta, które nie nadszarpnie zbytnio kieszeni. Wystarczą już 3 tys. zł Na pierwszy samochód, którym można się ścigać, wystarczy kilka tysięcy złotych, ale większość prezentowanych przez nas modeli kosztuje w granicach 10 tys. zł. W KJS-ach organizowanych przez PZMot startuje się autem seryjnym, jeśli jednak zależy wam na ściganiu się w Super KJS-ach, wymogi odpowiednio rosną. Konieczne są: klatka bezpieczeństwa, czteropunktowe pasy, Fotele kubełkowe itp. Warto to mieć na uwadze podczas zakupu. Super KJS-y bardziej przypominają prawdziwe rajdy i mogą wymagać też licencji. Wracając jednak do naszych propozycji – w ich przypadku musicie nieco inaczej podchodzić do zakupu niż zazwyczaj. Wynika to z tego, że auta użytkowane w sporcie, a większość prezentowanych tu może mieć taką przeszłość, zwykle ma na swoim koncie mniejsze lub większe przygody blacharskie. Oczywiście, tych ostatnich lepiej się wystrzegać, ale przede wszystkim oceńcie, czy pojazd nie jest skorodowany i co trzeba w nim naprawić. Naszym zdaniem: różne temperamenty Wspólne cechy naszych propozycji to: niska cena zakupu, zazwyczaj niewielka masa i często przeróbki wykonane specjalnie na potrzeby startów. W tym zestawieniu znajdziecie jednak zarówno niewielkie auta o małej mocy, idealnie nadające się do szybkiego lawirowania między pachołkami, jak i mocniejsze pojazdy, którymi w przyszłości możecie wystartować w poważniejszych imprezach. Dominuje przedni napęd, ale BMW ma tylny. /10 Citroën Saxo VTS (1996-2003) - od 4000 zł Auto Świat Wielu kierowców rajdowych zaczynało od tego modelu, bo Saxo VTS idealnie łączy sportowe cechy z niewysoką ceną. Zaniedbane auta wycenia się na ok. 4 tys. zł, ładne egzemplarze zaś na ok. 10 tys. Jeśli zależy wam na Saxo przygotowanym do startów (a wiele egzemplarzy w mniejszym lub większym stopniu przygotowano już do sportu), cena może wzrosnąć do 15 tys. zł. Deska rozdzielcza wersji VTS nie różni się zbytnio od normalnej, lepsze są za to auto z silnikiem który w wersji 8V ma moc 88 lub 98 KM, a w topowej, 16-zaworowej – 118 KM. Odmiana KM, którą też nazywano VTS, jest nieco za słaba. Citroën ma krótki rozstaw osi, co sprawia, że jest dość nerwowym autem – idealnym do nauki. Podstawowy problem to korozja, która może atakować całe auto, w tym elementy nośne (np. podłużnice). Trzeba się liczyć np. z uszkodzeniem łożysk igiełkowych w tylnej belce (regeneracja od ok. 600 zł) i awarią pompy wspomagania. Ogromną zaletą jest dostępność części do sportu. /10 Citroën Saxo VTS (1996-2003) - od 4000 zł Auto Świat Najsłabsze (na fot.) ma 88 KM. Znamy egzemplarze z tym motorem, które startują w silnik: benz. R4 16V, 118 KM, 145 NmPrędkość maksymalna: 205 km/hPrzyspieszenie 0-100 km/h: 8,7 sŚrednie spalanie: 8,5 l/100 km /10 Fiat Seicento Sporting (1998-2002) - od 3000 zł Auto Świat Sporting wygląda o niebo lepiej niż zwykłe Seicento. Na rynku bez większego trudu znajdziecie odmiany przygotowane już do startów w KJS-ach. Przed laty ten model miał swój rajdowy puchar w Polsce, po którym zostało trochę pojazdów i sporo części do motosportu. Model ten nie ma oszałamiającej mocy (tylko 54 KM), ale dzięki krótszemu przełożeniu biegów i niższemu zawieszeniu nieźle radzi sobie podczas prób sprawnościowych między pachołkami. Ceny startują od 3 tys. zł, ale na auto przygotowane do startów trzeba mieć 6-7 tys. zł. Typowy problem to korozja. Częstymi defektami układu napędowego są uszkodzone synchronizatory skrzyni biegów oraz wypalona uszczelka pod głowicą. /10 Fiat Seicento Sporting (1998-2002) - od 3000 zł Auto Świat Silnik KM to zdecydowanie najsłabszy punkt programu, użytkownicy często stosują tu motor silnik: benz. R4 8V, 54 KM, 86 NmPrędkość maksymalna: 150 km/hPrzyspieszenie 0-100 km/h: 13,8 sŚrednie spalanie: 6,2 l/100 km /10 BMW serii 3 E36 (1990-2000) - od 5000 zł „Sprzedam BMW: swap, gwint, KJS” – zazwyczaj tak opisuje się E36 przygotowane do rajdów, wyścigów lub driftu. Sporo jest wersji Compact (najlepiej sprawdzi się w KJS-ach), ale coupé i sedany też startują w zawodach. BMW ma napęd na tył i sporo można się nim nauczyć – ceny zaczynają się od 5 tys. zł, wersje przystosowane do ścigania wycenia się od ok. 7 tys. zł. /10 BMW serii 3 E36 (1990-2000) - od 5000 zł Nawet 150-konny silnik R6 nada się do pierwszych startów w sportach silnik: benz. R6 24V, 150 KM, 190 NmPrędkość maksymalna: 214 km/hPrzyspieszenie 0-100 km/h: 9,8 sŚrednie spalanie: 9,6 l/100 km /10 Renault Clio Sport (2000-05) - od 9000 zł Auto Świat Clio nie jest tanie – kosztuje ponad 9 tys. zł, ale zdarzają się o wiele droższe auta profesjonalnie przygotowane do sportu. Na rynku dominują nieco bardziej skomplikowane egzemplarze po liftingu (2001 r.), w których problematyczne są przepustnice. Generalnie w Sporcie psuje się skrzynia biegów, ciekną tylne amortyzatory i kapituluje koło zmiennych faz. /10 Renault Clio Sport (2000-05) - od 9000 zł Auto Świat Silnik 16V początkowo miał moc 169 KM, w 2004 r. wzmocniono go o 11 silnik: benz. R4 16V, 169 KM, 200 NmPrędkość maksymalna: 220 km/hPrzyspieszenie 0-100 km/h: 7,1 sŚrednie spalanie: 8,1 l/100 km /10 Honda Civic VI (1995-2000) - od 3000 zł Nisko, niżej, Honda... Już seryjnie Civic VI jest dość nisko zawieszonym autem. Do tego nie brakuje elementów tuningowych, dzięki którym można go dodatkowo obniżyć i utwardzić. Gdy połączymy to z niską masą wersji 3d, otrzymamy idealny pojazd do startów w KJS-ach. Już silniki 90 KM dają przedsmak zabawy, ale lepiej poszukać odmiany o mocy powyżej 100 KM. Topowe 160-konne wersje silnika B16 należą do rzadkości i zwykle kosztują powyżej 10 tys. zł. Seryjne egzemplarze Civica kosztują od 3 tys. zł, ale na ładne samochody trzeba wydać ok. 5-6 tys. Podstawowy problem Hondy to korozja. Części są tanie, nie brakuje też elementów do sportowego tuningu. /10 Honda Civic VI (1995-2000) - od 3000 zł Motory serii B są bardzo wytrzymałe, ale trzeba się liczyć ze zwiększonym zużyciem oleju silnik: benz. R4 16V, 114 KM, 140 NmPrędkość maksymalna: 192 km/hPrzyspieszenie 0-100 km/h: 9,2 sŚrednie spalanie: 6,4 l/100 km

E46 już każdemu się przejadło, ale zobaczcie jaką to robi robotę w tym lakierze Najmocniejszy piec, dałbyś tyle? :) _____ Tu
Co za arcydzieło wjechało na OTOMOTO :o Kto kiedykolwiek o nim marzył? _____ ⤵️ Oblicz najtańsze OC w 5 minut
. 271 303 43 299 235 450 97 369

szybkie samochody za grosze